kwietnia 03, 2019

Bike Trip! - Park Mużakowski




Kiedy nie ma pomysłu

Kiedy nie ma pomysłu gdzie pojechać zawsze sprawdza się wyprawa w okolice parku mużakowskiego, przez który przepływa Nysa Łużycka, dzieląc go w ten sposób na część polską i niemiecką. Jest to olbrzymie założenie parkowe w tylu angielskim. Ze względu na fundusze po niemieckiej stronie wygląda on efektowniej i jest dużo bardzie zadbany. Rowerem czy na pieszo, bądź nawet bryczkami zaprzężonymi w konie jest tu co zwiedzać. Urokliwy jest zwłaszcza na przełomie kwietnia i maja, gdy kwitną rododendrony królujące w tym parku oraz wiosenne założenia rabatowe tuż przy pałacu i okolicznych zabudowaniach pałacu Pucklera. My jednak chcieliśmy wyrwać się na noc z domu, sprawdzić zaczepy rowerowe, nad których stabilnością całe 2 dni pracował mój mąż. Idealnym miejscem okazała się znaleziona w niewielkich Bronowicach mała agroturystyka Lena z miejscem postojowym dla camperów. Przemiły pan obdarzył nas mnóstwem ulotek i pomocnych wskazówek, o których, mimo naszej częstej tutaj bytności, nie wiedzieliśmy nawet. Usytuowanie naszego postoju umożliwiało wjazd do parku od zupełnie innej, chyba niegdyś gospodarczo - folwarcznej strony. Droga zaniedbana i dość błotnista na przedwiośniu, ale rozłożone nad nią korony starych drzew sygnalizowały, że były to niegdyś tereny dworskie





Park Mużaków i geościeżka

Park przywitał nas piękną, jak na wczesną wiosnę pogodą, oraz wielką różnorodnością wiosennej flory. Przy pałacu, gdzie zrobiliśmy sobie małą przerwę na piknik  wrażenie robiły kwitnące ferią barw kwiaty przyciągające mnóstwo owadów. Warto na chwilę zatrzymać się też przy rozmieszczonych w okolicy pałacu zbiornikach wodnych, w których chętnie goszczą łabędzie oraz dzikie kaczki.


W parku wiele jest też bardzo ciekawych zakamarków, mostków, altanek oraz nieograniczona wręcz przestrzeń do tego aby rozłożyć kocyk i cieszyć się ciszą.


Po małej przekąsce ruszyliśmy w kierunku geoparku stworzonego przy sztucznych zalewach pokopalnianych. Całość "spina" ze sobą ścieżka przystosowana do wycieczek rowerowych oraz pieszych. Przy każdym z zalewów usytuowane są punkty obserwacyjne, zaś przy końcu ścieżki tuż przed Nowymi Czaplami mamy około 30 metrową, świetnie wyglądającą wieżę widokową, ze szczytu której można podziwiać okolicę.

A jest co podziwiać, bo dawne wyrobiska pokopalniane nadal uwalniają sporo pierwiastków chemicznych, barwiących zbiorniki wodne na żywe kolory. Dawne obszary wydobycia węgla brunatnego oraz iłów ceramicznych to także dość specyficzny krajobraz, miejscami całkowicie wyjałowiony. Spowodowane jest to zakwaszeniem wody w procesie rozpadu pirytów - uwalniająca się siarka oraz żelazo nadają wodom brunatno-czerwony kolor, zaś otoczenie, dopiero od kilku lat rekultywowane, przypomina miejscami scenę w filmy since-fiction....
e


Byle do Zefirka...
Zmęczeni pierwszą wiosenną wyprawą rowerową chcieliśmy już tylko dotrzeć do naszego Zefira. Jednak przejeżdżając przez okoliczne wioski, czy centrum graniczącej z Niemcami Łęknicy nie można nie czuć się przygnębionym... Wszystkie napisy po niemiecku w krzykliwych, neonowych kolorach, w okolicy nowe place zabaw i siłownie na wolnym powietrzu ale... puste, w jedynej w miasteczku Biedronce -brud, smród, syf, kiła i mogiła... inaczej tego opisać nie można(nawet kupujący tu Niemcy to już jakiś margines społeczny). Nieprzyjemna, duszna aura miasteczka i jego najbliższych okolic wręcz krzyczy, że kto ma euro ten może kupić tu wszystko. A stojące przy drodze  kobiety smutnym, uszminkowanym uśmiechem potwierdzają te domysły... Smutne, jak bardzo się sprzedajemy, w najgorszy z możliwych sposobów... chociaż nie musimy...
Smutne rzeczy, smutnymi rzeczami a my byliśmy głodni. Dumni więc rozłożyliśmy grill przed camperem, ciesząc się jednocześnie możliwością użycia nowej "podłogi" oraz krzeseł. Ja po raz drugi w sezonie mogłam już gotować przed camperem, na kuchence podłączonej do butli i umieszczonej na turystycznej szafce z Decathlonu, która służy nam już od zeszłego sezonu i jest bardzo pratycznym nabytkiem...
W wiosennym słońcu wołowe burgery z Biedry(po które to musieliśmy zajechać do wspomnianego marketu, gdyż przygotowując się przyrządzenia burgerów, kupiłam wszystkie składniki tego dania, poza... burgerami właśnie).

Pokroiliśmy pikle, cebulę i przygotowaliśmy bułki oraz ser...Po takim wysiłku smakowało nieziemsko;)

Po sytym posiłku ja ucinałam sobie drzemkę, a reszta ekipy hałaśliwe grała w Państwa i Miasta...
Każdy wyjazd czegoś uczy i pozwala nam gromadzić doświadczenia... ten nauczył mnie, że lista zakupów musi być 2 razy przejrzana, bo nie zawsze zwyczajnie jest ochota zatrzymywać się w okolicznym sklepie...no i fajnie jest mieć rodzinne gry w camperze, zwłaszcza gdy kłopot z internetem;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © ZefiremPrzezSwiat , Blogger